FB
YouTube
Zumi

Udają Bogatych

"Udają bogatych" wywiad z moim udziałem na łamach ONET BIZNES

 

– Pierwszy kredyt wzięłam na zakupy w Mediolanie, kolejny na wynajęcie większego mieszkania, a następne poszły jak z płatka: na nowy samochód, wycieczkę na Bali, najnowsze nowinki technologiczne – w ten sposób Hanna próbowała dorównać koleżance. Dzisiaj nie dość, że nie ma przyjaciółki, to na karku pozostały jej ogromne długi i konieczność leczenia psychiatrycznego.

Problemy Anity, 22-letniej mieszkanki Połaniec, zaczęły się trzy lata temu, kiedy dziewczyna rozpoczęła studia na jednej z krakowskich uczelni. W rodzinnym mieście miała mnóstwo koleżanek o podobnym statusie materialnym, na tle innych dziewcząt w ogóle się nie wyróżniała. W Krakowie jej styl bycia, ubierania się były murem nie do przeskoczenia.

– Dziewczyny z mojej grupy traktowały mnie jak powietrze. Od początku czułam się jak ktoś gorszy. Dla nich wyznacznikiem danej osoby był jej wygląd zewnętrzny. One ubierały się w modnych sieciówkach, ja na bazarach. To oczywiste, że nie byłam dla nich kompanem do rozmów o modzie – opowiada.

Anita, w myśl powiedzenia, ”jak cię widzą, tak cię piszą”, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Dzisiaj jest specjalistką od udawania bogatej. – Po pierwsze trzeba wymyślić chwytającą za serce historię o bogatym księciu z bajki. Następnie zaopatrzyć się w kartę kredytową i metkownicę. Sukces gwarantowany. Kartę kredytową bez problemu dostanie każdy student i to na preferencyjnych warunkach. Wszystkie rzeczy kupuje się za jej pomocą. Następnie, z zakupionych rzeczy odrywa się metki i się je użytkuje, ale ostrożnie. W ciągu trzydziestu dni trzeba je zwrócić, więc nie mogą nosić śladów użytkowania. Wtedy właśnie przydaje się metkownica. Za jej pomocą doczepiam wcześniej zerwane metki i zwracam wszystkie zakupione rzeczy. Na ich poczet kupuję kolejne i tak cały czas. Pieniądze wydaję tylko na buty, bo nie da się na nich ukryć śladów użytkowania. Czasem głoduje, żeby sobie na nie pozwolić – opowiada. Przygody Anity z udawaniem innego statusu materialnego, niż rzeczywiście posiadany, dopiero się zaczynają. Dzisiaj dziewczyna nie widzi w tym nic złego, za kilka lat może popaść w ogromne długi, z których niełatwo będzie jej się wydostać…

Kredyt na dostatnie życie

Doskonale wie o tym Hanna, która zaczynała podobnie. Dzisiaj, nie dość, że nie ma przyjaciół, to na karku pozostały jej ogromne długi i konieczność leczenia psychiatrycznego.

– Wszystko zaczęło się od tego, że próbowałam być kimś, kim nigdy nie byłam – opowiada. – Moje problemy rozpoczęły się, kiedy w Warszawie zamieszkała moja przyjaciółka z dzieciństwa. Obie wychowywałyśmy się na Podlasiu, obie pochodziłyśmy ze średnio zamożnych rodzin i obie marzyłyśmy o luksusowym życiu. Problem w tym, że jej się to udało, bogato wyszła za mąż, a mi niestety nie – mówi.

– Anka miała wszystko: piękne mieszkanie, garderobę tak wielką, jak cały pokój, który wynajmowałam, samochód prosto z salonu, a w wolnych chwilach latała sobie do Paryża, Berlina i Mediolanu na zakupy. Myślałam, że zeżre mnie zazdrość. Nie mogłam być gorsza. Na pytanie, co u mnie, na poczekaniu wymyśliłam więc historię o tym, jak dobrze mi się wiedzie. Tymczasem zarabiałam przeciętnie, 2,5 tys. zł na rękę, 700 zł płaciłam za wynajem pokoju, reszta na bieżące wydatki i co się dało, to odkładałam – wspomina Hanna. – Najpierw Anka zaproponowała wspólny pobyt w spa. Zgodziłam się oczywiście. W jeden dzień straciłam wszystkie swoje oszczędności. Pierwszy kredyt wzięłam na zakupy w Mediolanie, kolejny na wynajęcie większego mieszkania, bo przecież nie mogłam zaprosić Anki do pokoju, który wynajmowałam. A następne poszły jak z płatka: na nowy samochód, wycieczkę na Bali, najnowsze nowinki technologiczne. Zaczęłam żyć nie swoim życiem. Nawet własną rodzinę wkręciłam w swoją historię o bogactwie. Wszystko skończyło się, jak do moich drzwi zaczęli pukać windykatorzy, a telefony z banku dzwoniły o każdej porze dnia. W jednej chwili straciłam wszystkie rzeczy, które skonfiskował je komornik, ja wylądowałam w szpitalu z ciężką depresją. Tak zakończyło się historia mojego bogactwa – kwituje Hanna.

Jakoś to będzie..

Podobnie kończą się i inne historie tego typu. Życie na kredyt staje się dla wielu osób jedyną możliwością osiągnięcia wyższego statusu materialnego, a co za tym idzie, dorównania stopie życia kolegów z pracy czy nawet członków rodziny. W zaciąganiu kredytów nie ma oczywiście nic złego, o ile mierzy się siły na zamiary. Nie wszyscy jednak do tej zasady się stosują.

– Jest pewna grupa ludzi, którzy chcą ”podnieść swój status materialny”, niemyślących o tym, jak spłacą zaciągane kredyty. Panuje wśród naszego społeczeństwa powiedzenie oddające ogólne nastawienie do życia i tym samym do swoich finansów: ”jakoś to będzie”. Najtragiczniejsze jest w tych sytuacjach to, że te kredyty brane są na ”drobną” konsumpcję. Na szczęście rzadko pomagam w udzieleniu takich kredytów, bo zwykle sytuacja klientów jest na tyle prosta. Nie dbają o to, jaki kredyt biorą, byle tylko wziąć i sami udają się do banku. Spotykam ich niestety wtedy, kiedy po drugim, trzecim kredycie osoby naprawdę zarabiające sporo zaczynają chodzić do pracy tylko po to, żeby zarabiać na spłatę swoich zobowiązań. Rekordzista miał 22 kredyty, które podlegały konsolidacji – informuje Natalia Panocha, doradca finansowy i manager oddziału ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych.

– Celem większości takich osób, z którymi się spotkałam, nie było zamieszkanie w lepszym mieszkaniu, posiadanie lepszego samochodu…., czegoś, co mieliby… Te pieniądze były konsumowane na bieżąco, dosłownie…. To były pieniądze przeznaczane na wycieczki, comiesięczną konsumpcję, gry, bywanie w drogich miejscach… Ci ludzie nie posiadają często nic, co można spieniężyć i choć w ten sposób odzyskać pieniądze. To jest najbardziej tragiczne – dodaje Natalia Panocha. Jak wiele może być takich osób? Tego nikt nie bada. Znane są ogólne dane dotyczące tego, jak radzimy sobie z kredytami. Wnioski z nich płynące są zatrważające. W ubiegłym roku kwota zadłużenia Polaków wzrosła o ponad 40 proc. Ponad 2 miliony osób nie radziło sobie z terminowym regulowaniem zobowiązań. Łączna kwota zaległych płatności opiewała na kwotę 35,48 miliarda złotych. W ciągu minionego roku wzrosła o ponad 10 miliardów złotych – wynika z rocznego raportu InfoDług, przygotowanego przez BIG InfoMonitor S.A.

Niegospodarność

Przyczyną kłopotów osób, które próbują udawać bogatych, jest nieumiejętność gospodarowania pieniędzmi. Zwłaszcza że nigdy wcześniej nie dysponowały tak dużymi sumami. – Pojęcie zarządzania pieniędzmi jest pojęciem dla wielu osób obcym. Spotkałam się też z takim podejściem, że aby zarządzać pieniędzmi, trzeba mieć czym - w rozumieniu klientów kilkoma milionami - a to najbardziej błędne pojęcie, bo przecież skoro ktoś nie potrafi zarządzać 2000 lub 4000 zł, to jak można go nauczyć zarządzania milionami? – zastanawia się Natalia Panocha. – W Polsce nie uczy się młodych ludzi w szkole, jak powinni dysponować pieniędzmi. Pieniądze bardzo często bywają celem samym w sobie. Bardzo dużo jest wciąż ludzi tzw. nowej klasy średniej, którzy pochodzą z rodzin, w których pieniądze wystarczały na podstawowe produkty i nie zostali nauczeni, jak gospodarować środkami dodatkowymi. Nie było też jeszcze 20, 30 lat temu takiego konsumpcyjnego podejścia do życia, takiego dostępu do wszelkiego rodzaju kredytowania… Dzisiaj ludzie nie umieją z tego racjonalnie korzystać. Jak kiedyś klienta zapytałam wprost, dlaczego doprowadził swoją rodziną do takiego stanu, to on odpowiedział: ”Banki dawały, to brałem” – mówi Panocha.

Joanna Sobolak ONET BIZNES

http://biznes.onet.pl/udaja-bogatych,18543,5072221,1,news-detal